Bliski Wschód 2007

Na wakacje pojechaliśmy z rodziną naszą Toyotą. Po przekroczeniu granicy Polskiej udaliśmy się w kierunku Turcji. Pierwszy nocleg był w górach serbskich. Tata był zadowolony, że tak daleko zajechaliśmy jeszcze pierwszego dnia. Następnego dnia dojechaliśmy do Istambułu. Tam spędziliśmy dużo czasu na szukaniu dzielnicy, następnie odpowiedniego hotelu. Na wyprawie spaliśmy w różnego rodzaju hotelach. Rano poszliśmy zwiedzać miasto. Widzieliśmy Błękitny Meczet, cieśninę Bosfor, zatokę Złoty Róg i miejski targ. Po raz pierwszy zjadłem turecki kebab. Najciekawszym momentem w Istambule było przekroczenie granicy europejskiej. Zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie z tej okazji. Na noc zatrzymaliśmy się w Göreme (Kapadocja). Spaliśmy w skalnym domku z łazienką. Kolejnego wieczoru ja z tatą poszliśmy na taniec Derwiszów, ale nie można było robić zdjęć, za to poczęstowali nas sokiem z cynamonem. Na następny dzień była zaplanowana całodniowa wycieczka, lecz nie była przewidziana wysoka temperatura i górzyste tereny. Było ciężko, gorąco aż w końcu brakło wody. Kąpaliśmy się jedynie w Eufracie a w Tygrysie mój brat zamoczył tylko nogi, bo woda była niezbyt czysta. Nie wiem czy jest jeszcze ktoś taki kto pojechał do Turcji i nie kąpał się w morzu. Ale z moim tatą tak jest. Jedną noc poza hotelem spędziliśmy w Szafranowym klasztorze koło Mardinu – śpiąc na schodach przykryci kocami.
Następna noc też była w klasztorze, lecz spaliśmy na ławkach. Nazywał się Mor Gabriel. Czekając na mszę dowiedziałem się, że pojedziemy do Syrii. Tata nic nam nie mówił. Bardzo ucieszyłem się z tej niespodzianki, lecz była to najgorsza granica, którą przekraczaliśmy. Po kilku godzinach wjechaliśmy do Kamiszli. W całej Syrii stacje benzynowe wyglądały jak „psie budki”. Na pustyni znajdowałem się 50 km od granicy irackiej. Wieczorem dojechaliśmy do Palmiry. Tam przejechaliśmy się na wielbłądach zwiedzając przy okazji ruiny starego miasta. Następnego dnia przyjechaliśmy do stolicy Syrii – Damaszku. Zdarzają się miłe i niemiłe niespodzianki. Gdy spacerowaliśmy po mieście policja spośród kilku źle zaparkowanych samochodów odholowała nasz na parking policyjny. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Od razu poprawił mi się humor na wieść, że jedziemy do Bejrutu – stolicy Libanu. Pod koniec dnia dowiedziałem się, że jeszcze wieczorem pójdziemy się kąpać. Rano morze Śródziemne wyglądało znacznie przyjaźniej. Pod koniec pobytu w Libanie pojechaliśmy zwiedzać cedry na północy kraju. Te drzewa zrobiły na mnie duże wrażenie ze względu na ich wygląd i wielkość. Po przyjechaniu do Syrii poszliśmy do tradycyjnej łaźni arabskiej. Byliśmy w saunie i mieliśmy masaż. Pod koniec poczęstowano nas herbatą i coca-colą. Warto było tak daleko jechać samochodem, bo to był nasz dom na kółkach. Przejechaliśmy 9697 km. Przy takim upale bardzo przydała nam się klimatyzacja. Nauczyłem się liczyć do 19 po turecku. Czasami miałem trudności w znalezieniu odpowiedniego dania. Tęskniłem za prawdziwą pizzą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *